Choć tereny zurbanizowane i zabudowane zajmują w Polsce niecałe 5% powierzchni kraju, to zamieszkiwane są przez całą naszą populację jerzyka, kopciuszków i jaskółek oknówek oraz większość sów: pójdziek i płomykówek. U wielu innych gatunków znaczący odsetek populacji również gniazduje na terenie miast lub w budynkach.
Jak wskazuje w swoim artykule profesor Maciej Luniak, ze zwierząt występujących na obszarach miast najlepiej zbadano ptaki (Luniak 2006). Niektóre z polskich miast doczekały się monografii występującej na ich obszarze lub fragmentach awifauny. Dotyczy to np. Warszawy, Torunia, Wrocławia, Łodzi, Jasła i Olsztyna. Z porównania wyników badań nad liczebnością i bogactwem gatunkowym innych europejskich miast można wyciągnąć podobne wnioski. Wielkość populacji lęgowej ptaków w Warszawie oszacowano na 150-350 tysięcy par, tj. 300-700 par na km2 obszaru miasta. W Berlinie i Hamburgu podobnie. Ornitologiczna literatura europejska jest zgodna co do faktu, że wraz ze wzrostem stopnia zurbanizowania spada różnorodność gatunków. Przykładowo według Luniaka awifauna Warszawy stanowi około 65% wszystkich występujących na Mazowszu gatunków ptaków (ok. 180 gatunków ptaków pojawiających się regularnie w tym ok. 130 lęgowych z ok. 450 występujących w Polsce). Rośnie natomiast zagęszczenie ptaków. Według Wiesława Nowickiego w Warszawie na obszarze 52 km2 śródmieścia występowało od 830 do 1590 ptasich par na km2, a zimą od 2,5 tys. do 4,5 tys. osobników (Luniak 2006). Są to zagęszczenia nienotowane na obszarach niezabudowanych – lasach i polach (co najmniej dwukrotnie większe niż w lesie i kilkukrotnie większe niż na łąkach).
Jako ciekawostkę można przytoczyć liczbę ptasich mieszkańców półmilionowego Sheffield w Anglii – 602995 osobników. Oznacza to 1,18 ptaka na osobę w obszarze zurbanizowanym, podczas gdy na obszarach intensywnie prowadzonej gospodarki rolniczej i leśnej wskaźnik ten jest kilkakrotnie niższy (Fuller at al. 2009).
Relatywnie duża koncentracja niektórych gatunków ptaków w miastach sprawia, że tereny zurbanizowane stają się ważnymi, a w niektórych przypadkach głównymi siedliskami (obszarami występowania) niektórych gatunków.
Dowodzą tego badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii, których podstawowym wnioskiem jest to, że choć obszary zurbanizowane zajmują 7% ogólnej powierzchni Zjednoczonego Królestwa, to są siedliskiem aż 40% populacji brytyjskich szpaków, 12% drozdów śpiewaków i 49% wróbli. Spadek liczebności ptaków w Wielkiej Brytanii o ponad 50% podczas minionych 25 lat jest przyczyną, dla której wymienione, wydawałoby się pospolite, 3 gatunki znalazły się na brytyjskiej czerwonej liście gatunków zagrożonych wyginięciem (Fuller et al. 2009). Nie dziwi zatem fakt, że obszary miast stały się miejscem szczególnym w ochronie ptaków. Coraz częściej w pracach naukowych wskazuje się na potrzebę otoczenia miejskiej przyrody wyjątkową troską, która może decydować wręcz o przetrwaniu niektórych gatunków.
Środowisko miejskie wydaje się dalekie od naturalnego pierwowzoru siedliska przyrodniczego. To co najważniejsze – woda, zieleń, gleba - jest w znacznym stopniu zdegradowane i zastąpione sztucznymi, architektonicznymi konstrukcjami. Jednak miasto oferuje też szereg korzyści, dlatego u zwierząt proces przystosowania do życia w mieście (synurbanizacja) i do życia w pobliżu człowieka (synantropizacja) trwa i dołączają do niego kolejne gatunki.
Decydującymi czynnikami w tych procesach są bogactwo pożywienia i zabudowa, dająca możliwość bezpiecznego schronienia. To sprawiło, że po wojnie w naszych miastach zaczęły pojawiać się: kawki, sierpówki, sroki, kosy, a nawet wrony, kaczki krzyżówki czy mewy. Liczba gatunków ptaków żyjących w mieście może być całkiem spora i może obejmować tak różne pod względem wymagań siedliskowych ptaki jak: bogatka, remiz, uszatka czy białorzytka (Orłowski et al. 2006). Różne gatunki ptaków mają odmienne preferencje siedliskowe – tam gdzie jest trochę zieleni osiedlają się: sikory modraszka i bogatka, sroki, gawrony. Parki, ogrody to ostoje ptaków: kosów, drozdów, sójek, sów uszatek i ptaków gniazdujących w dziuplach. Tereny ruderalne zachęcają do osiedlania białorzytki, świergotki polne, kląskawki. Szczeliny i otwory w budynkach zajmują: jerzyki, jaskółki, płomykówki, pójdźki, pustułki, wróble.
Ptaki gniazdowały w budynkach „od zawsze”, mniej lub bardziej zauważane towarzyszyły człowiekowi. Już w starożytności zakamarki greckich świątyń wykorzystywały sowy, a ich gzymsy gołębie skalne. We współczesnych czasach nikogo nie dziwił widok wróbla gnieżdżącego się za rynną czy kawki karmiącej pisklęta w otworze wentylacyjnym bloku.
Dopiero ostatnie dwie dekady, w których na masową skalę zaczęto przeprowadzać prace termomodernizacyjne przyczyniły się do spadku liczebności wielu gatunków ptaków w miastach. Paradoks sytuacji polega na tym, że motywacja ekonomiczna (niższe rachunki za ogrzewanie) w połączeniu z potrzebą ochrony środowiska (zmniejszenie emisji CO2) zadziałały na niekorzyść przyrody.
Problem nie miałby miejsca, gdyby nie dość powszechne lekceważenie obowiązujących przepisów prawa i samego środowiska. Wydaje się, że z potrzebą przyrody jest po trosze jak z potrzebami kulturalnymi – pojawiają się na pewnym etapie cywilizacyjnego rozwoju społeczeństwa i jednostki. Wszyscy dość zgodnie przystajemy na ochronę dóbr kultury (zabytków, dzieł sztuki) i wydatki z tym związane. Podobnie powinno być w przypadku ochrony przyrody - przecież wyginięcie jakiegoś gatunku jest procesem nieodwracalnym.
Ptaki zasiedlają budynki i mogą zakładać gniazda w różnych miejscach: na strychach i stropodachach (gołąb miejski, jerzyk, kawka, pustułka, pójdźka, płomykówka, wróbel, kopciuszek, puszczyk); wewnątrz pomieszczeń (dymówka, kopciuszek), we wnękach okiennych (oknówka); w szparach i szczelinach ścian i elewacji oraz między płytami bloków (sikory, szpak, pliszka siwa), na gzymsach (muchołówka szara, sierpówka); w pnączach na ścianach mogą budować gniazda zięby, kulczyki, dzwońce, kosy.
Należy podkreślić, że z wymienionych gatunków ptaków niektóre (jerzyk, płomykówka, oknówka, pójdźka, kopciuszek) są ściśle zależne od budynków. Innymi słowy, niemal nie gniazdują w innych miejscach. Zachowanie dla nich obecnych i stworzenie potencjalnych miejsc lęgowych jest priorytetem działań ochronnych dotyczących ptaków na terenach zabudowanych.
Za sprawą wspominanych już destrukcyjnych zmian w naturalnych siedliskach wiele prac związanych z ochroną przyrody przynosi sukces, jeśli przeprowadza się je na terenie zurbanizowanym. Przykładem może być program restytucji wymarłego na terenie Polski gatunku – sokoła wędrownego. W trakcie dwudziestu lat prac wypuszczono łącznie 345 sokołów, z czego 291 na terenach leśnych – do dziś udało się potwierdzić zaledwie jedno stanowisko lęgowe na tych terenach. Z 15 pozostałych znanych miejsc lęgowych, założonych przez reintrodukowane sokoły, 9 znalazło się na terenach zurbanizowanych, a pozostałe 6 w górach (Sielicki & Sielicki 2009). Można z tego wyciągnąć dwa wnioski – pierwszy, że lepiej zapobiegać i chronić istniejące gatunki, niż je potem przywracać naturze. Efekt kilkunastu par lęgowych zestawiony z nakładem pracy, wydatków i czasu wydaje się niewspółmiernie mały. Drugi wniosek potwierdza opisywane już obserwacje, że tereny zurbanizowane są często bardziej atrakcyjne dla ptaków niż silnie przekształcone obszary leśne i rolnicze.
Podobne wnioski można wyciągnąć z programu czynnej ochrony pustułki w Polsce. Pustułka była kilkadziesiąt lat temu bardzo często spotykanym ptakiem i, jak pisał profesor Jan Sokołowski, wystarczyło wyjść z domu na spacer, aby ją zobaczyć. Niestety drastyczny spadek liczebności nastąpił w latach 60. i 70., a za główną przyczynę upatruje się stosowane w rolnictwie środki chemiczne, w tym DDT. Późniejsza intensyfikacja rolnictwa, wycinanie zadrzewień śródpolnych (miejsc gniazdowania) pogłębiły zapaść liczebności pustułki. Rozpoczęty przez PTOP „Salamandra” w 2000 r. i trwający dwa lata program ochrony pustułki w Poznaniu dał zaskakujące rezultaty – ze 100 wywieszonych skrzynek lęgowych została zajęta połowa. Prace te pokazały, jak duże zasoby ptaków nielęgowych (z braku dogodnych ku temu miejsc) kryją się w miastach i jak stosunkowo małym kosztem można im pomóc (Lontkowski 2009).
Dlaczego zatem nadal likwidowane są otwory prowadzące do stropodachów i niszczone miejsca lęgowe? Same ptaki, niekiedy w barbarzyński i karygodny sposób zamykane są w otworach i skazywane na powolną śmierć w mękach z głodu i pragnienia. Wydaje się, że częściowo winna jest temu przyrodnicza ignorancja właścicieli i administratorów nieruchomości. Świadomość, jakie ptaki gniazdują w budynku, jest najczęściej nikła i ogranicza się do tych najbardziej hałaśliwych i kłopotliwych jak kawki czy gołębie.
Warto zacytować profesora Marka Kozłowskiego:
W Polsce osoba mająca się za wykształconą uzna za kompromitację brak podstawowej wiedzy o literaturze klasycznej, będzie natomiast tolerowała u siebie i innych brak umiejętności nazwania kilku pospolitych gatunków ziół czy owadów (Kozłowski 2008).
Dotyczy to niestety także znajomości ptaków. Powoli jednak ten stan rzeczy zmienia się i coraz więcej ludzi chce mieć kontakt z naturą. Warto przytoczyć tu wyniki sondażu przeprowadzonego przez BBC – blisko 70% ankietowanych chciałoby mieć kontakt z naturą w miejscu zamieszkania (Pickering et al. 2007). Coraz więcej ludzi interesuje się przyrodą, a podglądanie jej, fotografowanie oraz działalność w organizacjach przyrodniczych traktuje jako hobby. W pewnym sensie skalę tego pozytywnego trendu oddają europejskie szacunkowe wydatki na zimowe dokarmianie ptaków – 220 milionów dolarów (Jones et al. 2007). Ta imponująca kwota może świadczyć o potrzebie pomocy zwierzętom, choćby w najprostszy sposób, czy też o próbie swego rodzaju zadośćuczynienia za wyrządzone przez ludzi szkody w świecie natury.
Michał Staniaszek (tekst jest poprawioną wersją opracowania Stowarzyszenia Ochrony Sów: Ptaki w budynkach. Remonty i docieplenia w zgodzie z przepisami ochrony przyrody.)
Literatura wykorzystana w tekście:
Fuller R., Tratalos J. Gaston J. K. 2009. How many birds are there in a city of half a million people?. Diversity and Distributions 15: 328-337.
Luniak M. 2006. Bogactwo gatunkowe i liczebność fauny wielkiego miasta - przykład Warszawy. Kosmos 1: 45-52.
Kozłowski M. 2008. Owady Polski. Wyd. Multico. Warszawa
Orłowski G., Martini K., Martini M. 2006. Awifauna po³udniowo-zachodniej części Wrocławia. Ptaki Śląska 16: 17-70.
Pickering S., Bewley J. 2007. Birds, Bats and Buildings. A Guide for Builders, Developers and Property Owners. Cotswold.
Sielicki S., Sielicki J. 2009. Populacja nadrzewna sokoła wędrownego Falco peregrinus w Europie i restytucja gatunku w Polsce (1990-2010). [w:] Więcek J., Polak M., Kucharzyk M., Grzywaczewski G., Jerzak L. (red.). Ptaki - Środowisko - Zagrożenia - Ochrona. wybrane aspekty ekologii ptaków. LTO, Lublin.

